Nie mieli dowodów i nie wiedzą, kiedy się urodzili. Nigdy nie podróżowali. Pół roku temu umarł reżyser Amadou Bourou, miesiąc później na motorze złamał kark ich najlepszy tancerz. Mimo to tancerze z Zawary wyruszyli w Wielką Podróż Masek. W piątek będą we Wrocławiu. Starania o ich przyjazd trwały kilka lat
Jest ich trzynaście, a właściwie trzynastu - rosłych, sprawnych, młodych mężczyzn z plemienia Nuna, doskonałych tancerzy i muzyków z małej wioski na uboczu asfaltowej drogi w Burkina Faso, łączącej stolicę kraju Ouagadougou z Bobo-Dioulasso, stolicą regionu rytu Wielkich Masek. Kiedy wkładają wielkie drewniane maski i kostiumy z rafii, sami stają się Maskami, uosobieniem bóstw z buszu. Wszyscy urodzili się w tym samym dniu To Amadou Bourou zawiózł mnie do wioski Zawara. Znałam go kilka lat, wprowadzał mnie w świat teatru w Burkina Faso, o którym pisałam do teatralnych pism w Polsce. Trzy lata temu postanowił zrobić mi niespodziankę i zawiózł do wioski w buszu. Mieszkała w niej matka jego przyjaciela, reżysera filmowego Abdoulaye'a Dao. Obaj to celebryci świata kultury w Burkina Faso. Amadou, wybitny reżyser teatralny, świetny aktor i twórca tradycyjnego teatru w Burkina, umarł w styczniu. Póki mógł, przygotowywał tancerzy masek Nuna